

Jak głosił wieszcz: „Chyba lepiej powiedzieć: szkoda, że już nie grają, bo fajny zespół był, niż: kiedyś lepiej grali, ostatnio z każdą płytą coraz gorzej”. Świetnym przykładem do pierwszej części tego cytatu może być zespół Clann Zú. Gdy pierwszy raz usłyszałem ich debiutancki album pomyślałem: „I to jest ich debiut! Ciekawe czy się rozwinęli”. Zawód był, gdy dowiedziałem się, że grupa już nie tworzy. Pozostaje tylko po raz kolejny odpalić ich pierwszy album.
A ten jest po prostu świetny i co równie ważne równy. Przez cały czas towarzyszy nam wspaniały, melancholijny klimat. Przy jego tworzeniu wielką rolę odgrywają skrzypce, które bardzo często wysuwają się na pierwszy plan i są prowadzącym instrumentem. Pełne emocji, świetnie zaaranżowane i zgrywające się z resztą instrumentarium, smyczkowe pasaże stanowią o sile tego albumu. Płyta w większości została zbudowana wokół tego instrumentu co znacząco wyróżnia ją z grupy tworów post-rockowych. Nie sposób się nudzić, ponieważ melodie grane przez skrzypka są bardzo zróżnicowane: od podniosłych („You’re Listening To A Dead Man”), przez dołujące („Words for Snow”), aż po folkowe („Crashing To The Floor”).
Podobnie jak dźwięki skrzypiec równie ważny, w przypadku Clann Zú, dla utrzymaniu klimatu jest wokal. Tutaj może nie jakiś wybitny, ale trzymający poziom i doskonale zgrywający się z resztą zespołu. Wokalista wie kiedy wyciągnąć głoskę, zaśpiewać niskim głosem, zastosować melorecytację. Dba o różnorodność swoich partii i za to mu chwała.
Wydawać by się mogło, że skoro prym w muzyce Clann Zú wiodą skrzypce, to reszta instrumentów będzie zupełnie na uboczu. Nic bardziej mylnego. Równie istotną rolę spełnia chociażby perkusja. Gdyby bębniarz tak od niechcenia pukałby w gary cały klimat by prysł. Jako przykład może posłużyć moim zdaniem najlepszy utwór na krążku „Five Thousand More”, gdzie perkusja gra niemal trip-hopowo, podobnie zresztą jak w innym utworze pt. „All The People”. Inna sprawa jest już z obiema gitarami. Właściwie żaden riff nie zapadł mi w pamięć. Mimo że gitarę prowadzącą świetnie zastępują skrzypce, to trochę brakuje mi mocniejszego uderzenia w struny „wiosła”.
Podsumowując: płyta jak najbardziej warta poznania. Lekkostrawna, przyjemna, ciekawa, niebanalna, nie nużąca ani przez chwile, w zasadzie odpowiednia do odpalenia o każdej porze i humorze… Ech… Szkoda, że zespół się rozpadł.
Ocena: 8+/10
- “Words For Snow” – 4:38
- “Five Thousand More” – 4:14
- “Hope This Day” – 3:17
- “All That You’ve Ever Known” – 5:35
- “Everyday” – 4:06
- “All The People Now” – 6:32
- “Rí Rá” – 3:22
- “Lights Below” – 6:12
- “Crashing To The Floor” – 2:44
- “You’re Listening To A Dead Man Speak” – 6:54
Całość: 47:34
Data wydania: 9 września 2003
Tylko nie mocniejsze uderzenie w gitarę! Gdzie podziałaby się ta cała wspaniała harmonia?
‘Rua’ jest świetnym albumem, ale jeżeli chodzi o melancholię to bije go jednak ‘Black Coats & Bandages’ z ‘One Bedroom Apartment’ – jedną z najlepszych ballad ever.
nie powiedziałbym, że płyta jest tak zupełnie lekkostrawna;) ale nie przeczę, że bardzo przyjemna i z oceną się zgadzam.
Płytka bardzo fajna, faktycznie każdy kawałek równy i bardzo dobry. Muszę sobie obsłuchać resztę [czyli jedną?] płyt.