

Jakoś tak od niedawna, zacząłem w pełni wykorzystywać to co daje last.fm, czyli możliwość wyszukiwania mało znanych i niezbyt popularnych zespołów.
The Dear Hunter jest jednym z pierwszych które zachęciły mnie do obadania, przyznam się, że tagi zadziałały na mnie jak płachta na byka. Nie wiele wiem o muzykach (poza wokalistą), nie wiem jakie są ich drogi życiowe, kto wpadł na pomysł takiego projektu i jaki cel temu przyświecał, wiem tylko, że zespołu który tak zgrabnie łączył by swing, jazz, eksperymentalne gitarowe wariacje, przejmujący wokal czy na idealnym wyważeniu klimatu koncept albumu kończąc to jeszcze nie słyszałem.
Album który będę recenzował to pierwsza część historii składającej się z 6 aktów przedstawianej przez muzyków, o tekstach za dużo się nie wypowiem bo interpretować każdy może na swój sposób, wspomnę tylko, że album opowiada historię niejakiego „The Boy” (główny bohater) i prostytutki nazwanej Ms. Terri. Każdy utwór jest utrzymany w stylistyce zgoła różnej, lecz jest jedna rzecz która łączy je wszystkie – niesamowita dawka chwytliwej melodyki za którą w większej części odpowiedzialny jest wokalista (śpiewał w hardcoreowej kapeli The Receving End of Sirens) który zręcznie porusza się w niskich jak i wysokich rejestrach.
Na owym albumie jest wiele różnorakich stylistycznie momentów, od utworu otwierającego w którym w zasadzie nie ma instrumentarium tylko główny wokal i chórki które mu akompaniują, jest to taka jakby „popisówka” wokalisty. Kawałek “The Lake South” to z kolei swing w czystej postaci, same instrumenty, swobodna kompozycja nie przypominająca rockowej estetyki.
Główną zaletą albumu jest świetne wykorzystywanie zalet wokalisty w połączeniu z często zmieniającym się rytmem, stylistyką czy tempem grania. Śpiew wokalisty potrafi skupić na sobie uwagę, są momenty kiedy to on gra główną rolę, gdzie przeciągania, wysokie wokalizy świetnie dobierają się z wolniejszym tempem, klawiszami i praktycznie bez gitarowym tłem.
Ale wspominałem, że rytmika często się zmienia, niekiedy jest bardziej jazzowo wtedy perkusista gra skomplikowane partie, nie są one wielce uwydatnione, lecz dodatki które wykorzystuje pałker potrafią czasami naprawdę zaskoczyć słuchacza. Muzyka na albumie jest dopracowana w każdym calu. Nie ma jakiś instrumentalnych odjazdów, wszystko zdaje się być dopracowane i ułożone co do nutki. Jeśli chodzi o instrumenty to na albumie mamy m.in. organy, trąbkę, saksofon, pianino jak i również typowo rockowe instrumentarium.
Co zachwyca, na pewno umiejętność poruszania się w przeróżnych stylistykach, nie ograniczenie się do typowych rozwiązań rockowych, muzyka nie nudzi, mnie osobiście powala ogromem i przepychem a jednocześnie nie drażni jakimś wyuzdanym wirtuozerstwem.
Co najciekawsze album w zasadzie sam skomponował i nagrał wokalista Casey Crescenzo, jedynymi osobami które pomagały mu przy tworzeniu tego dzieła byli jego… rodzice i bliska rodzina! Jego matka dośpiewała kilka partii, ojciec grał na trąbce a na perkusji jego brat. No cóż, utalentowana rodzinka
Wystawił bym 10 ale album jest trochę krótki, a to co zespół nagrał na Act II zachwyca jeszcze bardziej , więc daję w pełni zasłużoną 9. Gorąco polecam.
Ocena: 9/10
- Battesimo Del Fuoco (1:56)
- The Lake South (1:43)
- City Escape (5:56)
- The Inquiry of Ms. Terri (5:56)
- 1878 (7:02)
- The Pimp and The Priest (6:00)
- His Hands Matched His Tongue (6:00)
- The River North (4:03)
Całość: 38:36
Data wydania: 26 wrzesień, 2006
Pozwoliłem sobie zlinkować tego bloga u siebie. Nie musisz robić tego samego. Pozdrawiam.
Ja jeszcze nie korzystałam z tych zacnych funkcji last.fm xd. Ale będe musiała zacząć xD.
Co do płytyt – jak już mi naprawią kompa, to na pewno coś sobie ich ściągne, bo mnie zachęciłeś do przesłuchania albumu swoją recenzją
Świetna płyta, polecam.
Uwielbiam last.fm