

Jakiś czas temu przeżyłem dosyć intensywną znajomość z tym albumem, o ile Songs For The Deaf dosyć poważnie mnie znudziło to tutaj motoryczność stoner rocka jest świetnie wymieszana z przebojowością charakteryzującą scenę alternatywną. Stoner to dosyć ciekawy odłam muzyki rockowej, lecz ilość zwolenników takowych brzmień jest prawie taka sama co ilość wrogów. Głównym powodem dla którego wielu ludzi nie znosi takiej muzyki jest schematyczne gitarowe brzmienie, powtarzane riffy które mogą trochę nudzić, lecz jest to cecha charakterystyczna tej szufladki.
Od razu mówię, Era Vulgaris nie nudzi. Są mocne motoryczne riffy ale okraszone chwytliwymi melodiami w takim np. “Turning On The Skrew“, riff przyczepia się do słuchacza i nie puszcza do końca, z kolei “Misfit Love” ma praktycznie popowy mostek z lekkim śpiewem Josha. Delikatniejsze granie Homme serwuje nam również w “Into The Hollow” z melodyjnymi partiami gitary. Singiel “Make It Wit Chu” to romantyczna balladka z chórkami i świetną gitarową solówką Hommea. Oczywiście są i również kawałki z stonerowym kopytem jak singlowy “Sick, Sick, Sick” z chórkami Juliana Casablancasa z The Strokes czy mocny, gitarowy “3’s & 7’s” lub przesterowany “Battery Acid” z gitarowym pochodem. Mamy nawet momenty bardziej psychodeliczne jak “Suture Up Your Future” z świetnymi partiami gitary w tle i rozjazgotaną końcówką.
Album jest bardzo dobrze wyważony, nie uświadczymy tu kilku pod rząd gitarowych jazd, spokojniejsze kawałki są przeplatane mocniejszym przyłożeniem. Na albumie rządzi często kąsająca innym razem hipnotyzująca gitara lidera. Perkusja i bas to raczej tło pod gitarową grę oraz śpiew. Kilka słów o wokalu, Josh Homme, jakoś specjalnie nie eksperymentuje, jego maniera wokalna często przypomina senne przyśpiewy lub wokalizowanie bez większego przyłożenia, ale świetnie się to komponuje z mocnymi gitarami i jest to jakby nie patrzeć wizytówka tego zespołu.
Era Vulgaris może się podobać jest to album zróżnicowany są momenty naprawdę mocne, kąsające uszy jak i również coś bardziej eksperymentalnego chociażby “Run, Pig, Run” czy wspomniany “Suture Up Your Future“, znajdzie się również coś dla mas, singiel “Make It Wit Chu” to naprawdę chwytliwa, przebojowa piosenka. Porządny album dla fanów gitarowego grania. Myślę, że ocena 8 to idealna pozycja dla tego longplaya.
Ocena: 8/10
- “Turnin’ on the Screw” – 5:20
- “Sick, Sick, Sick” – 3:34
- “I’m Designer” – 4:04
- “Into the Hollow” – 3:42
- “Misfit Love” – 5:39
- “Battery Acid” – 4:06
- “Make It Wit Chu” – 4:50
- “3’s & 7’s” – 3:34
- “Suture Up Your Future” – 4:37
- “River in the Road” – 3:19
- “Run, Pig, Run” – 4:40
Całość: 47:53
Data wydania: 12 czerwiec, 2007
W sumie moje ulubione Kłinsy =|
jestem sporym fanem QOTSA, ale najnowsze dzieło – jak na ich możliwości – jest słabiutkie. Byłem zaskoczony aż tak dennym materiałem, choć ma kilka ciekawych fragmentów. Góra 5+/10
Rated R polecam. Jedna z moich ulubionych płyt ever.
Okładki to chyba okropniejszej zrobić nie mogli.
Okładka raczej QOTSA-owa, przypadła mi do gustu, gorzej z zawartością. ‘Make it wit chu’ jest groovy, ale to już było na płytce Dessert Sessions i na dodatek z PJ Harvey na chórkach i tę wersję wolę od tej z longpleja. Reszta bez podniety. Lepsza już chyba była Lullabies for Paralyze.
Ja jakoś nie mogę tego słuchać. Ciężko się skoncentrować na słuchaniu, posłucham minutę i już coś odwraca moją uwagę. Cztery razy podchodziłem do tej płyty, ale za każdym razem w połowie Sick, Sick, Sick kończyłem przygodę z QotSA.
Ja przyznam się szczerze bez bicia, że dużego wglądu w muzykę QOTSA nie mam.
Słyszałem zaledwie 2 albumy, recenzowany i Song For The Deaf, o ile Era Vulgaris spodobała mi się to SFTD znużyła, jak jest z innymi nie wiem.
Tej płyty QOTSA jeszcze nie słyszałem, ale “Songs for the Deaf” bardzo mi przypadło do gustu, więc tą też z pewnością sprawdzę.
Jedyne co mi w muzyce QOTSA nie przypada do gustu to wokal. Zbyt wysoki jak dla mnie, chociaż miejscami nieźle się komponuje z warstwą instrumentalną.
Ery Vulgatis słuchałem jakiś czas temu i nie wracałem do niej od dawna, bo nie wytrzymała porównania z poprzednimi płytami.
Zabrakło przebojowości, którą dostrzegasz na Erze, a ja widziałem na SFtD. Ale może przesłucham jeszcze raz i coś mi się odmieni.
“. Głównym powodem dla którego wielu ludzi nie znosi takiej muzyki jest schematyczne gitarowe brzmienie, powtarzane riffy które mogą trochę nudzić,:”
nie przesadzajmy, az tak to monotonne nie jest, znalazłbym inne gatunki bardzije schematyczne.
“Singiel “Make It Wit Chu” to romantyczna balladka”
haha kurwa jebłem xD to jest twardzielska pisoenka a nie jakis romantyczny rozczulacz :] zupełnie źle zinterpretowałeś to.
Co do płyty, nie jest najlepsze wydawnictwo QOTSA, długo sie nie umiałem przekonac w końcu wszedło, jednak brakło mimo wszystko polotu z poprzednich wydawnictw. ocena tylko 7/10
no a okąłdka roxi, tak jak ktos powiedział z typową przewrotnością dla tego zespołu. Taka mała opozycja dla wszelkich wydumanych mhrocznych okładek.
Jose Homme? A kto to? QOTSA to stoner? ummm, ciekawe, pierwsze słyszę. A Kyuss to autor recenzji zdaje się chyba nawet nie słyszał.
Literówka jest, nie Jose tylko Josh miało być, zaraz poprawię.
Jak nie stoner to co? Typowe alt rockowe brzmienia to raczej nie są. Nie słyszałem Kyuss, a poza tym co ma piernik do wiatraka?!
Dobra Płatek już tak nie sikaj, przy Make It Wit Chu sugerowałem się videoklipem.
“Dobra Płatek już tak nie sikaj, przy Make It Wit Chu sugerowałem się videoklipem.”
tym bardziej sie dziwie, no chyba ze dla ciebie całowanie zawsze kojarzy sie z romantyzmem hyyy
Kyuss jest tym samym dla stoner, co King Crimson dla prog-rocka. Zabawne, że nie znasz tego zespołu, żałosne wręcz. A grał w nim na gitarze Josh. Może poznając ten zespół, a nie w nie-edukowany sposób, nie posiadając praktycznie żadnej wiedzy na temat, biorąc za pewnik to, co gdzieś przeczytasz, próbujesz wciskać ideologiczne teksty z uczuciem pseudo-podniosłości, zrozumiałbyś swój błąd. Sam Homme nienawidzi terminu stoner, Queens of the Stone Age chciał jak najbardziej odróżnić od tego, co robił wcześniej, a lata Kyuss ma za przeszłość i nie zgodził się nawet za grube miliony na jego reaktywację. I nie próbuj już wyskakiwać z takimi tekstami, jak ‘co ma piernik do wiatraka’, tylko doedukuj się w tej dziedzinie, zanim będziesz bawił się w bycie kaznodzieją.
Ech, jedna z najsłabszych recenzji na winylu. Jeśli się bierze na warsztat jakiś temat trzeba mieć w nim minimum obycia… Tak jakbym ja zabrał się za opisywanie buddyjskich śpiewów, nie wiedząc nawet w jakim języku śpiewają mnisi…
A płytka? moim zdaniem jak najbardziej trzyma poziom. Czuć trochę, że Joshowi powoli zaczyna się nudzić dotychczasowa formuła QotSA i kombinuje a to z folkiem, a to z elektronicznymi brzmieniami (albo raczej z udziwnionymi brzmieniami gitar). W pamięć zapada Turnin’ on the Screw i I’m Designer.
Oh, przestańcie. Staramy się tykać płyty z gatunków z którymi nie mamy na codzień styczności. Płyty nie słyszałem, nie ciągnie mnie jakoś do QOTSA, bardziej do już wspomnianego Kyuss (narazie tylko na YT słyszałem).
Płatek: Ten klip to nie tylko całowanie, zresztą jest to ballada do tego z klipem bardzo adekwatnym do melodyki i samej budowy utworu.
Frank: Z tobą to nawet nie mam co gadać, skoro uważasz za żałosne to, że nie znam Kyuss :\ Tak samo ja mógłbym wyskoczyć ci z zespołem którego nie słuchasz i powiedzieć “żałosne, że ich nie znasz”, człowieku czy ja muszę znać wszystkie projekty Hommea żeby zrecenzować jeden album. Kurde oceniam muzykę z jednej płyty, specjalnie nie odnosiłem się do innych tworów Josha, bo ich nie znam.
Ty chyba rozumujesz to w ten sposób, że jak nie ogarniam za dobrze łatki to nie wypada mi recenzować czegokolwiek z niej, jeśli tak to cóż, nie mam co z tobą dyskutować.
monoik: Akurat z tym albumem mam obycie słuchałem go kilkanaście razy. Nie brał bym na rozkład płyty której słuchałem raz. Za argumentuj chociaż stwierdzenie “Ech, jedna z najsłabszych recenzji na winylu”, bo tak sobie napisać to każdy może.
Josh będąc młodszym od was, lub w waszym / okolo waszego wieku pisał znakomitą większość muzyki zespołu, który stał się legendarny i to do tego stopnia, że Tool coverował jego piosenki. Nuff said. Założył, wraz z partnerami Kyuss w wieku 16 lat, a gdy zespół zakończył działalność miał lat 22.
Ja też nie mam o czym z Tobą dyskutować, ani trochę. Tu nie chodzi o Homme’a. Kyuss jest jedynym fundamentalnym zespołem dla tego gatunku. Zespołem, który go zdefiniował i to nie jest nigdzie nawet poddawane wątpliwości, to nie opinia, to fakt podparty nieskończoną ilością logicznych przesłanek. Powiedz, jaki możesz mieć punkt odniesienia do łatki “stoner”, skoro nie słuchasz ani jednego zespołu z tego nurtu i nieprawidłowo klasyfikujesz Queens of the Stone Age jako właśnie taki? Nie mam zamiaru zelżeć z tonu.
“Płatek: Ten klip to nie tylko całowanie, zresztą jest to ballada do tego z klipem bardzo adekwatnym do melodyki i samej budowy utworu.”
ale dalej nie wiem co w tym widzisz romantycznego, moze po prostu przestań bronic własnego zdania bo tym razem sie mylisz
“Kurde oceniam muzykę z jednej płyty, specjalnie nie odnosiłem się do innych tworów Josha, bo ich nie znam.”
bo ja wiem, dosc śmiało oceniałeś stoner oraz przytaczałeś rzekome opinie innych o tym gatunku( choc z tego gatunku jak widac nic nie znasz ) tak wiec niespecjalnie skupiłeś sie tylko na tej płycie, stad tez ludzie cie bjaczują hehe.
“Za argumentuj chociaż stwierdzenie “Ech, jedna z najsłabszych recenzji na winylu”, bo tak sobie napisać to każdy może.
”
a co tu argumentować, wystarczy poczytać komenty i wszystko jasne.
Gdzie byście się nie spojrzeli za QOTSA chodzi łatka “stoner”,
więc chyba nie ma o czym gadać, z waszych wypowiedzi wnioskuję tylko tyle, że Era Vulgaris to nie jest typowy stoner, lecz typową alternatywą też nie jest.
Przesłuchałem dwa ich albumy na obu mocne motoryczne riffy to była cecha charakterystyczna, widziałem single na YT tam to samo, no kurde to chyba jest cecha stoner rocka czy może jednak się mylę?!
W recenzji wspominałem o stoner w kontekście owych riffów, żadnych innych z dupy wyjętych argumentów nie uskuteczniałem więc nie rozumiem waszych doczepek.
QOTSA nie trawie. Jeden z tych zespołów na którym już dawno postawilem kreche i juz nawet nie probuje sie nty raz doń przekonywać. A o powiązaniach Kyuss (swoją drogą tez mi nie podeszło) z QOTSA wiem nawet ja, wiec troche sie, Gad, nie popisałeś.
Swoją drogą co to jest typowa alternatywa? O_o
Ja o powiązaniach tych dwóch zespołów wiem, ale to nie znaczy, że obu muszę słuchać.
Rockowa alternatywa to bardzo szeroka łatka, mogą się tu mieszać dźwięki akustyczne z elektrycznymi, a typowa to dla mnie muzyka na pograniczu mocnego gitarowego grania charakteryzująca hard rock/metal bądź punk, chwytliwych melodii cechujących pop, zazwyczaj czystych wokali i elementów eksperymentowania z chociażby elektroniką.
Jako przykładowe zespoły podam to co słyszałem począwszy od Faith No More skończywszy na nowomodnej brytyjskiej muzyce rockowej.
Uprzedziłeś mnie z tematem! O Zwyczajnym Czasie miałem pisać w niedługo po refleksji nad Desert Sessions
.
Płytka jest moim skromnym zdaniem godnym następcą Lullabies for Paralyze. Zręcznie rozwija dominujące na LfP nastrój oraz technikę, i jako taką bardzo sobie ją cenię. O wiele spokojniejsza, brudniejsza niż poprzednie dokonania QOTSA.
I co się tyczy samej recenzji – wydaje mi się, że jedynie prześlizgnąłeś się po zjawisku płyty. W tej kwestii Twój tekst słabuje wyraźnie. Odnośnie nieznajomości Kyussa czy innych dokonań Homme’a – właśnie tego zabrakło w recenzji. Odniesienia do kontekstu, jakim jest dorobek mózgu całej kapeli. O szafowanie słówkiem “stoner” się nie obrażam, nie jest aż tak widoczne w recenzji ;]. Masz nauczkę na przyszłość, ot co, i nie ma się co zaperzać
.
No cóż jak wszyscy są przeciwko mnie to trudno jest się nie zaperzać
Ocena jest subiektywna, to ocena muzyki z tego albumu nie płyty Kyuss.
Ha-ha-ho,
Ej no, wybacz chłopie, ale Frank ma sto procent racji. To nie wypada nawet wciskać ludziom kit, że muzyka Queens of the Stone Age to stoner. A nie, przepraszam, momentami na debiucie i w kilku innych kawałkach może. Że riffy powtarzane? Słyszałeś kiedyś jakiś zespół death metalowy? Był głośny? Był. Czyli w takim razie Melt-Banana to też death metal.
Sama nieznajomość Kyuss to absolutnie nic nagannego, ale kiedy zabierasz się za pisanie o Queens of the Stone Age i stonerze, to taki brak wiedzy może kosztować, co chyba sam po komentarzach zauważasz. Jeśli zaraz znowu spróbujesz bronić się, że to recenzja EV, a nie czegokolwiek Kyuss, to umieszczę mą przebrzydłą twarz w moich dłoniach, po czym oprę łokcie o biurko. Wyobraź sobie, jak to wygląda.
Typowej alternatywy wolałbym nie komentować, jeśli w tym terminie mieści się dla Ciebie zarówno Faith No More jak i jakieś Arctic Monkeys (przedstawiciele nowomodnej brytyjskiej muzyki rockowej), to dlaczego QOTSA nie?
A Era Vulgaris? Przyzwoite, momentami nawet na niezłym poziomie, ale podobnie jak Lullabies to Paralyze nie może się równać z trzema pierwszymi albumami.
No to ja jeszcze odpowiem.
Nie zrozum mnie źle, nie chodzi mi o to, że nie słuchałeś płyty (bo niewątpliwie ją znasz), ani o to, że oceniłeś ją tak a nie inaczej. I nie chcę też, żebyś znał wszystkie stonerowskie płyty od 2 połowy XVII wieku;) Tyle że pisząc recenzję warto chociaż zajrzeć na Wikipedię, coby mieć minimalne pojęcie o zespole i o kontekście, w jakim odbierać należy daną płytę. Wydawanie opinii zmusza do pewnej pracy, jeśli chcesz być oceniony jako profesjonalista. A na podstawie tej recenzji stwierdzam, że nie odrobiłeś pracy domowej, i w mojej subiektywnej opinii ta recka jest słaba. No hard feelings.
I trochę się chłopie motasz w zeznaniach, bo stwierdzenie “Nie słyszałem Kyuss, a poza tym co ma piernik do wiatraka?!” oznacza chyba, że nie znasz zespołu i nie wiesz co ma wspólnego z QotSA;)
A co do słowa stoner… Jeez, to tylko łatka, nie dajmy się zwariować :/ Skoro zespoły zwane czasem “stoner” grają podobnie do QotSA, to znaczy że to też jest stoner, i nie ma się co miotać…
Hmm ty tak uważasz, nie sadzę żebym musiał znać kontekst płyty żeby oceniać muzykę na niej zawartą.
Nie chce być ceniony jako profesjonalista, bo nim nie jestem zresztą jak każdy na tym blogu. Ciężko nie słyszeć o zespole Kyuss skoro znajduje się on w similar QotSA na lastfm.
Ja dobrze o tym wiem, że Homme wcześniej był muzykiem w Kyuss, ale to nie znaczy, że trzeba o tym wspominać w recenzji.
Rzadko kiedy w swoich reckach wspominam o korzeniach muzyków, ale jakoś wcześniej się nikt nie czepiał, tu wybitnie was to “gryzie”. Trudno, nikt nie zmusza was do czytania moich recenzji.
hmmm
Kyuss = bogowie
natomiast do Qotsy nigdy sie jakoś do końca przekonać nie mogłem, ich najlepszą moim zdaniem płytę oceniam na 7/10, a to to jest ich największe badziewie niestety, 1/10