

Nie wiem jak zacząć tę recenzje. Trudno tę płytę porównać do jakiejkolwiek innej już powstałej (nie licząc poprzednich wydawnictw zespołu), przynajmniej ja na razie podobnej nie słyszałem. To jest jedna z takich wydawnictw, które swego całego piękna nie oddadzą przy głośnikach czy kinie domowym. Weighing Souls With Sand TRZEBA słuchać w nocy. Na słuchawkach. Koniecznie.
Zespół tworzą tylko dwie osoby. Są nimi K. Angylus oraz M. Dragynfly. Angylus zajmuje się grą na gitarze, udziela wokalu oraz gra na perkusji. Pani Dragynfly specjalizuje się w basie i wspomaga towarzysza w śpiewie.
The Angelic Process mają na swoim koncie już trzy płyty. Pod ostrzał wziąłem tę ostatnią.
Ciężar. Tony drone’owych i shoegaze’owych gitar płynących w gęstej lawie przez całą płytę. Na Weighing Souls With Sand nie uświadczymy solówek, o nie! To by wszystko zniszczyło. Cały ten efekt, nad którym tych dwoje wspaniałych muzyków tyle czasu pracowało. Cały klimat tworzą wspomniane gitarowe riffy, mozolnie tocząc się i tocząc i tocząc… To jest jedno z takich wydawnictw w których okładka idealnie określa muzykę. Czuć tu niesamowity rozmach, tekstury którymi obdarowują nas Angylus i Dragynfly sprawiają że przed oczami mam obraz jakiś podziemi, może jaskini, w której ściany się walą, wielkie kamienie spadają z góry a gdy wszystko runie widzimy niebo i krajobraz w jesiennych kolorach (vide wspaniała okładka). Można też czuć że jesteśmy w piekle, bądź w jakimś innym, cholernie gorącym miejscu. Płomienie spalają wszystko co się da – nie ma ratunku.
To co razem z wiosłami nadaje kształtu muzyce to z pewnością bębny. Sprawiają wrażenie jakby to wielki troll rodem z Władcy Pierścieni na nich grał, nie człowiek. Podsycają tylko ten ogień który czuć z płyty, to one są tymi “walącymi się kamieniami” i one nadają tego ślimaczego tempa. Czasem jednak tracą na ciężarze, słuchać talerze które nie są potrzebne – moim zdaniem to chyba jedyny minus tej płyty, który jednak wiele nie zmienia.
Co do wokalu. Growlu tu nie ma, jest raczej piękny śpiew który jednak nie gra głównej roli na płycie i tylko czasem przedostaje się na “zewnątrz” reszty dźwięków. Czasem usłyszeć można krzyki, lekko przesterowane. W każdym razie, nie ma ani rewelacji ani porażki. Cieszę się że The Angelic Process nie zdecydowali się na growling.
Nie wiem co mogę jeszcze napisać. Trochę trudno opisuje się tak bardzo wciągające i klimatyczne płyty. Jak to określił Łukasz z 7kettles “Weighing Souls With Sand się nie słucha – ten album się ogląda, ten album się czuje na własnej skórze“. Miał rację. Wg niego to płyta roku 2007. Na koniec mogę tylko polecić Weighing Souls With Sand nie tylko fanom metalu, a właściwie w głównej mierze nie im. Wszyscy którzy od muzyki oczekują niesamowitego przeżycia, piękna i malowniczego obrazu śmiało mogą po tą płytę sięgnąć.
- “The Promise of Snakes”
- “Million Year Summer”
- “The Resonance of Goodbye”
- “We All Die Laughing”
- “Dying in A-Minor”
- “Weighing Souls With Sand”
- “Mouvement:World Deafening Eclipse”
- “Burning in the Undertow of God”
- “Mouvement:The Smoke of Her Burning”
Całość: 59:10
Data wydania: 15 maj, 2007
Ależ barwne porównania, Dżej ;P…ostatnio moja ulubiona płyta i na pewno warta przesłuchania
Siegnalem po plyte. I musze rzec pare rzeczy. Raz, nie chcialbym znalezc sie na koncercie tego zespolu, a dwa, to to, ze tej plyty nalezy sluchac z czystym umyslem i maksymalnym skupieniem. Sam osobiscie pisząc swoja prace dyplomowa i sluchajac TAP nie moglem sie skupic ani na jednym ani na drugim. A zwykle przy nauce czy tez pisaniu muzyka (jakakolwiek) mi nie przeszkadza. Niemniej jednak ciekawe doswiadczenie. Bo to w sumie moje pierwsze zetkniecie sie z drone’owatymi wynalazkami.
Wreszcie jakaś całkiem znajoma płyta
WSWS jest dobra na jakąś taką… zadumę. Jak chcę usiąść sobie i pomyśleć o wszystkim w spokoju, sięgam po tę dawkę hałasu (taki wyszedł paradoksik)
Ale polecam tę płytę właśnie na takie wieczorne zadumy, naprawdę pomaga się wyciszyć.
Tylko wieczorami, tylko w samotności.
Ale podobnie jak Nook nie chciałabym się znaleźć na koncercie The Angelic Process
hmm zaintrygowały mnie tagi szczególnie shoegaze i połączenie z metalem, ide kminic ta płyte.
Bardzo dobra płyta. Sporo nawiązań do Sunn O))), ale także dużo nowych pomysłów. Najbardziej podoba mi się jak udało się przemycić do tak gęstej i przytłaczającej muzyki odrobinę przestrzeni i melodii. A na koncert z chęcią bym poszedł. Zresztą podobnie jak na Sunn O))).
Widziałem kilka liveów tego Sunn O))) na youtube, hmm to jest muzyka?
Ja również na koncert bym poszedł, ale na Sunn O))) już nie : D Z Sunn znam tylko Black One i szczerze mówiąc nie widzę wielu powiązań w tych albumach (oprócz drone oczywiście, ale w TAP jest on o wiele, hmm lżejszy?)
“Widziałem kilka liveów tego Sunn O))) na youtube, hmm to jest muzyka?”
o boze znowu sie zacznie….
tak renegad to jest muzyka, specyficzna i dosc trudno akceptowalna al m i sie osatnio wkręciło i podoba mi sie, jak się przejdzie poprzez ta ścianę to ten zespół potrafi skopać hehe.
Sunn O)) jest dzikie, ale rzeczywiście raz na jakiś czas drone posłuchać to ciekawe doświadczenie.
Heh, Black One jak odpaliłem w nocy to myślałem że się zesram ze strachu
Black, death? Phi! To najbardziej przerażający album jaki dane mi było słyszeć. Przy okazji bardzo klimatyczny. Ale już chyba więcej się na niego nie odważę.
lustmord – heresy jest bardziej przerażające, w nocy ze słuchawkami centralnie sie bałem…
A no, także spoczywa na dysku i czeka ; D
TAP jest lżejsze od Sunn O))), ale utwory są zbudowane podobnie. Po prostu tutaj muzycy operują innymi częstotliwościami przez co całość nie jest aż tak przytłaczająca. Fajna rzecz, ale jakbym miał postawić dziesiątkę drone’owemu albumowi to byłby to tylko Black One. Zdecydowanie najbardziej klimatyczny i zróżnicowany z albumów grupy.
Gdzie tam się zacznie, nic się nie zacznie, drone to cholernie dziwny odłam metalu, jeśli wam się coś takiego podoba ok.
Ale dla mnie to męka dla uszu, takiej muzyki nie rozumiem
Boris posłuchaj. Na Pink jest sporo nawiązań do klasycznego rocka.
a przyjemne granko, choc przy sunn o))) to wręcz popowe i przebojowe hehe. Ale intensywność i melodyka dobra wiec jestem zadowolony, brawa dla winylu, w końcu poznałem cos dzieki wam co mi sie podoba, bo wcześniej bez sukcesów hehe.
Rene, po czym to stwierdzasz? Po live’ach Sunn na YT? -_-
No tak, ostatnio kilka kawałków oglądałem/słuchałem na YT.
To mi wystarczyło żeby stwierdzić, że to katorga :/
Ale Sunn to totalny hardcore, poza tym live brzmią jeszcze bardziej “surowo”. No i w Sunn nie ma perki.
Taki nawał newsów, a ja chciałem napisać, że zajebista recenzja i w ogóle, I enjoy your style a lot, L
.
A jeżeli jest chociaż trochę podobne do tego akustycznego noise’u, który na YouTube prezentuje Sunn O))) – to dajcie mi tylko znać, jak puszczą płytkę na darmo na sieci. Będę pierwszym, który ją ściągnie 8).
Tak w ogóle to oni się rozpadli. I zdaje się że to małżeństwo^^ A rozpadli się bo jeden z nich miał jakiś wypadek czy coś i już grać nie może… A szkoda ; /
Tym bardziej istnieje możliwość, że puszczą płytkę na sieci za darmo
.
Poza tym czasami, czasami lepiej zrobić coś sycącego i odejść owianym legendą niż na siłę pchać się w kolejne albumy. “Fajowa kapela, szkoda, że już nie grają” jest lepsze niż “kiedyś byli czadowi, ale teraz się zeszmacili i w ogóle śmierdzą”, nie sądzisz?
Jeśli to małżeństwo, to bardziej na miejscu byłoby określenie “zakończyli/zawiesili działalnośc” niż “rozpadli się”. ;p
hmmm, czy śmiem się nie zgodzić, w ogóle mi ta płyta (świetna zresztą) nie pasuje na słuchawki, takiej muzyce potrzeba przestrzeni coby wybrzmiała:)
A mi idealnie pasuje na słuchania w słuchawkach, w łóżku, w ciemnościach xD. Albumu całego nie przesłuchałam, ale piosenki które już poznałam sa naprawdę świetne. Po prostu cos niesamowitego
. Klimat zabójczy
Ciekawe stwierdzenie: “(…)przejmuje pałeczkę w basie.”
Drugi mi już zwraca na to uwagę
Zaraz naprawię.
Nie znajdziesz się na koncercie The Angelic Process albowiem jeden z członków nie zyje. Z tego co słyszałem to przeżył wypadek i miał coś z kręgosłupem.
Naprawdę? Dziwne, nie zauważyłem newsa którego sam pisałem