

Wierzyć się nie chce, że w USA scena niezależna jest taka mało doceniana, nie wielu artystom udaje się wybić z „podziemia”, a przecież często właśnie stamtąd mainstreamowi artyści czerpią pomysły do swoich produkcji. Kaddisfly jest jedną z tych mało znanych kapelek, choć po ukazaniu się tego albumu coś tam się u nich ruszyło i pozmieniało, pojechali w trasę, nagrali klip no i co najważniejsze ich muzyka w końcu została doceniona. Set Sail the Prairie to ich najświeższa pozycja, album jest koncepcyjnym tworem, podzielonym na utwory utrzymane w klimacie letnim (”Summer Solstice“) i zimowym (”Winter Solstice“), czy udało im się ukazać kalendarzowy klimat w postaci muzyki?
Zaraz się przekonamy. Pierwszy utwór czyli “Campfire“, miesza funkową gitarkę, dosyć szybki śpiew wokalisty i charakterystyczną dla tego zespołu perkusyjną stopkę (towarzyszy nam przez większą część albumu). Owy kawałek posiada świetny przebojowy refren, i lekko improwizowany środek, który przechodzi później w charakterystyczne partie śpiewane. “Waves” z kolei zaczyna się bardzo ciekawie, kombinowane intro utworu które w dalszej części przechodzi w gitarową jazdę połączona z bardzo przebojowym wokalem, dopiero pod koniec raczą nas kolejnym udziwnieniem, mamy tu jakieś dziwne salso podobne bębnowe rytmy, utwór kończy się iście ambientowymi klimatami.
Panowie z Kaddisfly pięknie dopracowali przejścia między utworami, nie ma się wrażenia stopów czy nienaturalnych zatrzymań. Poza perkusyjną stopką kolejnym charakterystycznym elementem ich muzyki jest lekka gra gitary bardzo melodyjna, przyspieszająca w refrenach, muzycy lubią też kombinować tak jak np. swingowe hajchedy i klawisze w Harbor. Iście progresywnie jest w “Birds“, gdzie lekki wokal i gra gitar na pogłosie tworzy niesamowity przestrzenny klimat. Kombinowana gra gitary to największa zaleta tego utworu, mamy tu różnorakie piski, wspomniane pogłosy itp. utwór kończy się grą akustyka i wokalem kobiety w tle.
Utwór “Clouds” jest chyba najostrzejszą propozycją tych panów, jest szybko, głośno, agresywnie ale nadal melodyjnie i przebojowo, outro tej piosenki raczy nas jazzowymi klawiszami.
“Empire” które zostało singlem, no cóż idealnie na takowy się nadaje, jest chwytliwy, przebojowy no i ma naprawdę świetny teledysk (chętnych odsyłam na youtube). Kończy się lato wkraczamy w zimowe klimaty, brrr, chłodno, nostalgicznie, trochę posępnie by się wydawało, ale jest inaczej.
“Snowflakes” zaczyna się iście metalową partią gitary i perkusji, ale tylko na moment, bo wchodzi ta charakterystyczna jakby muskana w struny gitarka. Utwór ten nie ma podziału typu zwrotka-refren, ale nie jest chaotycznie czy zbyt rozwlekle, raz przyłożą mocniej-bardziej gitarowo, raz lżej z popowym zacięciem z chwytliwą krzyczano śpiewaną partią wokalną. Ahh, zapomniał bym o smaczkach, ponownie mamy kombinowaną końcówkę utworu, ambientowe tło i piękne klawisze z przejściem w potężne gitary.
Reszta albumu utrzymana jest w podobnej stylistyce czyli chwytliwych melodiach z nutką eksperymentów i muzycznych dodatków serwowanych słuchaczowi przez dźwięki klawiszów czy różnego rodzaju „przeszkadzajek”. Warto wspomnieć o najlepszej moim zdaniem pozycji na tym albumie czyli kończącej album progresywnej suicie “Forest“. Utwór w którym nie uświadczymy aranżacyjnych ograniczeń, jest bardzo różnie, piosenka jakby wieńczy wszystko to co jest przedstawione na tym albumie, świetne różnorodne partie gitar, charakterystyczna perkusja, dziwne orientalne elementy i wokal na który jedni będą klnąc, a innych być może zauroczy.
Zespół warto polecić tym którzy poszukują w alternatywnej muzyce rockowej czegoś nowego, świeżego, gdzie przebojowość miesza się z inteligencją muzyczną, chęcią eksperymentowania i zboczenia z utartych szlaków wyznaczonych przez chociażby Faith no More czy Helmet.
Kaddisfly można wrzucić do worka „alternative”, a nawet pod piąć pod nowoczesną progresję, więc dla każdego coś miłego… No, może nie dla każdego, fani metalu raczej nie mają tu czego szukać.
- “Summer Solstice” – 1:32
- “Campfire (Junio)” – 4:43
- “Waves (July)” – 4:37
- “Harbor (Agosto)” – 4:35
- “Birds (Septembre)” – 6:03
- “Clouds (Heshvan)” – 3:41
- “Empire (Noyabr’)” – 4:25
- “Winter Solstice” – 1:20
- “Snowflakes (Desember)” – 7:48
- “Via Rail (Janvier)” – 5:23
- “Silk Road (Pharvarì)” – 5:27
- “Mercury (Sān Yuè)” – 5:07
- “Clockwork (Sì Yuè)” – 3:46
- “Forest (Maй)” – 11:13
Całość: 73:00
Data wydania: marzec, 2007
Są w miarę ciekawi, taka łagodna odmiana. Bardzo relaksująca i melodyjna. I ja polecam.
Skąd ty Szwedo żeś tą tracklistę wytrzasnął 0_o w nawiasach powinny być angielskie nazwy
wiki^
Album dość dobry. Przyjemnie sie go słucha
. Najbardziej przypadły mi do gustu “Empire” i “Waves”. Ale mimo wszystko nie dała bym za całość 7. Najwyżej 5,5.